Muszę przyznać, że formuła „diagnoza psychologiczna” nie ma najlepszego marketingu. Kiedy pojawia się podczas rozmowy, często widzę lekkie napięcie. Niektórzy od razu pytają, czy chodzi o ocenę. Inni obawiają się, że zostaną „zaszufladkowani” albo że po kilku spotkaniach ktoś wyda o nich ostateczny werdykt. Jako psycholog doskonale rozumiem te obawy.

Tymczasem diagnoza psychologiczna wygląda zupełnie inaczej, niż wiele osób sobie wyobraża. Nie służy ocenianiu człowieka. Nie jest próbą znalezienia w nim czegoś wadliwego. Jej celem jest zrozumienie. Tylko tyle i aż tyle. Chodzi o przyjrzenie się temu, co dzieje się w życiu danej osoby. Skąd biorą się trudności. Dlaczego pewne sytuacje wracają jak bumerang mimo szczerych prób zmiany. Czasem przez lata próbujemy radzić sobie z objawami, nie wiedząc nawet, co tak naprawdę je napędza.

To trochę jak patrzenie na kilka puzzli rozłożonych na stole. Widzimy pojedyncze elementy. Niektóre wydają się ważne, inne przypadkowe. Dopiero kiedy zaczynają układać się w większy obraz, wiele rzeczy nabiera sensu. I szczerze mówiąc, właśnie ten moment lubię w swojej pracy najbardziej. Moment, kiedy ktoś mówi: „To dlatego… Teraz zaczynam rozumieć”.

Nie dlatego, że problem znika. Ale dlatego, że przestaje być całkowicie niezrozumiały. Może znasz coś podobnego ze swojego życia? Niby funkcjonujesz. Chodzisz do pracy, zajmujesz się domem, spotykasz z ludźmi. Z zewnątrz wszystko wygląda całkiem dobrze. A jednak gdzieś w środku pojawia się poczucie, że coraz trudniej utrzymać ten sam poziom energii. Coraz więcej kosztują Cię rzeczy, które kiedyś były zupełnie naturalne.

W takich sytuacjach diagnoza często okazuje się pierwszym krokiem do uporządkowania tego chaosu.

Diagnoza psychologiczna to nie jedna rozmowa

Czasami ktoś przychodzi na pierwsze spotkanie i pyta, czy po godzinie będzie już wiadomo, co się dzieje. Gdyby ludzie byli tak prości, moja praca byłaby znacznie łatwiejsza.

A przecież każdy z nas jest trochę inną historią. Ma inne doświadczenia, relacje, sposób przeżywania emocji. Dlatego diagnoza nie polega na zadaniu kilku pytań i wystawieniu gotowej odpowiedzi. To proces.

Niekiedy wystarczą dwa spotkania. Innym razem potrzeba więcej czasu. Nie dlatego, że coś jest „bardziej skomplikowane”, ale dlatego, że człowieka zwyczajnie nie da się dobrze poznać w pośpiechu.

Zaczynamy najczęściej od rozmowy

I choć brzmi to bardzo zwyczajnie, bywa zaskakująco ważne.
Pamiętam pacjentkę, która po pierwszym spotkaniu powiedziała: „Nie spodziewałam się, że samo opowiedzenie tego wszystkiego na głos będzie takie trudne”.

Do dziś często wracam myślami do tego zdania. Bo rzeczywiście, czasem przez lata nosimy różne doświadczenia tylko w swojej głowie. Kiedy wreszcie ubieramy je w słowa, zaczynamy patrzeć na nie trochę inaczej.

Podczas wywiadu pytam o codzienne życie, relacje, historię trudności, ważne wydarzenia. Staram się zrozumieć nie tylko problem, ale również człowieka, który za nim stoi.

To ważna różnica.

W diagnozie znaczenie ma również obserwacja.

I od razu uspokoję osoby, które wyobrażają sobie psychologa analizującego każdy ruch ręki czy każde spojrzenie. To tak nie działa. Znacznie bardziej interesuje mnie ogólny sposób funkcjonowania. To, jak ktoś opowiada o swoich doświadczeniach, jak przeżywa emocje, jak radzi sobie z trudniejszymi tematami.

Czasami korzystam również z testów psychologicznych albo kwestionariuszy. Wokół nich narosło chyba najwięcej mitów.

Niektórzy przychodzą zestresowani tak, jakby za chwilę mieli zdawać egzamin. A przecież tutaj nie ma ocen, punktów ani zaliczeń. Testy są po prostu dodatkowym źródłem informacji. Pomagają zobaczyć coś wyraźniej, czasem potwierdzić przypuszczenia, czasem spojrzeć na sytuację z innej strony.

Dlaczego dobra diagnoza psychologiczna ma takie znaczenie?

Powód jest prosty. Jeżeli nie wiemy, z czego wynika problem, trudno dobrać skuteczne rozwiązanie.

Zdarza się, że dwie osoby opowiadają bardzo podobne historie. Obie są zmęczone. Obie mają trudności z koncentracją. Obie mówią o napięciu i przeciążeniu. A mimo to przyczyny okazują się zupełnie różne.

I właśnie dlatego tak ważne jest zatrzymanie się na chwilę i sprawdzenie, co kryje się pod powierzchnią. Bo objawy są trochę jak lampka kontrolna w samochodzie. Informują, że coś wymaga uwagi, ale same nie mówią jeszcze, co dokładnie dzieje się pod maską.

Dobra diagnoza pozwala określić kierunek dalszej pracy. Pomaga zdecydować, czy najbardziej pomocna będzie psychoterapia, konsultacje psychologiczne, współpraca z innym specjalistą czy połączenie kilku form wsparcia. Krótko mówiąc — daje mapę. A kiedy człowiek przez dłuższy czas czuje się zagubiony, mapa bywa naprawdę cenna.